czwartek, 25 grudnia 2014

Valar dohaeris

Cykl: Pieśń lodu i ognia (#4 w serii)
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788372989680
Data wydania: 2007
Moja ocena: 4/6
_____________
Wojna pięciu królów zbliża się powoli do końca, a Lannisterowie i ich sojusznicy uważają się za zwycięzców, jednakże nie wszystko w kraju idzie dobrze. Po śmierci króla-potwora, Joffreya, władzę w Królewskiej Przystani przejęła Cersei. Śmierć Robba Starka złamała kręgosłup buntowi północy, a rodzeństwo Młodego Wilka rozproszyło się po całym królestwie. Jest jeszcze kilka innych osób mogących rościć sobie pretensje do Żelaznego Tronu, ale są one zbyt słabe lub przebywają za daleko, by mogły stanowić realne zagrożenie. Jak po każdym wielkim konflikcie wkrótce zaczynają się też zbierać niedobitki, banici, renegaci i padlinożercy, którzy ogryzają kości poległych i łupią tych, którzy wkrótce również rozstaną się z życiem. W Siedmiu Królestwach ludzkie wrony zgromadziły się na bankiet z popiołów...
___________________
Valar dohaeris. Wszyscy muszą służyć. Druga część tomu Uczta dla Wron George'a R.R. Martina przedstawia dalsze losy Jamie'ego, Cersei, Brienne i Sama. To głównie wokół nich skupia się cała fabuła. Martin postanowił poświęcić najwięcej czasu tym bohaterom, od których najwięcej zależy. Zadania, które mają do wypełnienia stawiają pod znakiem zapytania przyszłość całego Westeros. Mimo to autor poświęca kilka stron, na to, aby pokazać nam, co się dzieje z Aryą i Sansą.



Sieć spisków była dla mnie trudna w odbiorze. W porównaniu z pozostałymi częściami z cyklu Pieśń Lodu i Ognia, tym razem ciężko mi się czytało. Akcja miejscami jest ciekawa i zaskakująca, jednak w dużej większości zawiera dialogi i opisy, które są nudne. Wielokrotnie musiałam przerywać lekturę, ponieważ nie byłam w stanie przez nie przebrnąć. Wcześniejsze tomy były dużo bardziej dynamiczne, pisane z punktu widzenia dużo większej ilości postaci. Martin stworzył jednak zbyt obszerną historię, aby ją wydać w jednym tomie, więc postanowił podzielić ją na dwie części:

"Najprostszym rozwiązaniem byłoby wziąć to, co już napisałem, podzielić mechanicznie
na pół, opublikować pierwszą połowę, dodając zwrot: „ciąg dalszy nastąpi”. (...) lepsza dla czytelników będzie książka opowiadająca całą historię połowy postaci od takiej, która opowiada połowę historii wszystkich postaci. Na takie też rozwiązanie się zdecydowałem.
Tyrion, Jon, Dany, Stannis i Melisandre, Davos Seaworth i reszta postaci, które kochacie
albo kochacie nienawidzić, pojawią się (...) w 'Tańcu ze smokami', który skupi się na wydarzeniach rozgrywających się na Murze oraz za morzem, tak jak niniejsza książka koncentrowała się na wydarzeniach w Królewskiej Przystani.".

Gdy czytałam fragmenty bardziej dynamiczne, pełne zwrotów akcji i zaskakujących zdarzeń to wręcz postępowałam odwrotnie - nie potrafiłam odłożyć książki, bo koniecznie musiałam poznać dalsze losy poszczególnych bohaterów. Mam więc dość mieszane odczucia względem tej części. Z jednej strony mnie nudziła, z drugiej - zaskakiwała. Jednocześnie cały czas miałam wrażenie, że kolejny tom będzie jeszcze bardziej emocjonujący niż wszystkie poprzednie razem wzięte. Martin tak kończył wszystkie wątki, abyśmy zastanawiali się, co dalej z tego wyniknie i jak to się wszystko potoczy.

Świat, który stworzył Martin, to świat pełen okrucieństwa, intryg i spisków. Każde posunięcie musi być dokładnie przemyślane. Podziwiam autora właśnie za tą szczegółowość. W swojej powieści zmieścił wiele różnych rodów, imion i przydomków, które powinien pamiętać i znać jak nikt inny. Jednocześnie musi tworzyć skomplikowaną, nieprzewidywalną i fascynującą fabułę, aby zachęcić nas do lektury. Nic więc dziwnego, że czasem mogą się zdarzyć maleńkie potknięcia. Sieć spisków to moim zdaniem najsłabszy tom ze wszystkich części cyklu. Uważam jednak, że warto dać tej książce szansę. Polecam!

Wielkimi krokami zbliżam się do końca. Martin pracuje nad szóstym tomem (Wiatrami Zimy), więc na razie Taniec ze smokami jest ostatnią wydaną częścią cyklu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...