Klimatyczna zimowa powieść z pogranicza horroru i dramatu obyczajowego. Akcja rozwija się równolegle na dwóch płaszczyznach czasowych – współcześnie oraz na początku XX wieku. 1908. Sarah Harrison Shea w niewyjaśnionych okolicznościach traci swoją córkę, by kilka dni później, przy pomocy tajemniczego rytuału „obudzić” ją. Czasy współczesne. Matka Ruthie i Fawn znika bez śladu, pozostawiając po sobie puste talerze. A to dopiero początek opowieści… Zagmatwane historie mężczyzn i kobiet rozgrywają się na przestrzeni wielu lat, pośród skutych lodem i przyprószonych śniegiem krajobrazów. Przeszłość przenika się z teraźniejszością, by pokazać, jak bardzo czas podlega interpretacji i jak „tamto” może kształtować „obecne”. Zmarli ożywają, a żywi odchodzą do świata umarłych, by tam szukać odpowiedzi na swoje niepokojące pytania. W całej powieści wieje chłodem, jednak od czasu do czasu robi się gorąco. Ten horror – do którego bardziej pasuje określenie: współczesna powieść grozy – jest pretekstem, żeby pokazać wiele kontrastów. Są to kontrasty mocne, wyraźne, czarno-białe niczym zimowy krajobraz.
Po przeczytaniu powieści „Zimowe dzieci” Jennifer McMahon postanowiłyśmy wymienić się poglądami i spostrzeżeniami na temat tej książki. Chcemy pokazać Wam różne sposoby widzenia tej historii, aby przedstawić bardziej obiektywną ocenę.
O „Zimowych dzieciach” dyskutują Aleksandra Jursza (zapraszam na jej BLOGA) i Anna Wójcik.
Aleksandra Jursza (A.J.) Wydawnictwo Media Rodzina zaprezentowało nam książkę z cyklu „Gorzka czekolada”: „Zimowe dzieci” Jennifer McMahon. Jest to opowieść, która ma przede wszystkim początek jak z horroru. Naprawdę się bałam, a nawet u Kinga tego nie miałam.
Anna Wójcik (A.W.) „Zimowe dzieci” łączą w sobie cechy horroru, dramatu i thrillera tworząc interesującą kombinację. Do mnie najbardziej przemówiły wątki zaczerpnięte prosto z dramatu obyczajowego, te które pokazały potęgę miłości w rodzinie.
A.J. Nie odebrałam tej historii jako opowieści o potędze miłości w rodzinie. Jest to powieść-przestroga, że nawet dobre intencje czasem nie wystarczą, by dobrze pokazać swoją miłość wobec innych. Tak szczerze mówiąc, większość obyczajowych wątków jest taka jakby… nie zapada w pamięć. Co innego tajemnice, za tym czytelnik podąża i jest ciekawy.
A.W. Dla mnie właśnie te wątki o rodzinie miały pewną wartość. Oczywiście były przestrogą, że nawet jeśli kogoś kocha się najmocniej na świecie, to trzeba pozwolić mu odejść. Najbardziej w książce zaciekawiła mnie jednak rodzinna tragedia, ilość nieszczęścia jaka spadła na jedną familię. Bardzo współczułam głównym bohaterom, w duchu modląc się o to, aby mnie nigdy nic takiego nie spotkało. Porzucając wątek paranormalny, historia rodziny Shea nie należy do szczęśliwych.
