środa, 18 września 2013

Seks, wampiry i uprzedzenia

Tytuł Oryginału: True Blood
Kategoria: Serial
Czas trwania odcinka: 1godz.
Na podstawie serii: "Czysta Krew" Charlaine Harris
Gatunek: Dramat, Fantasy, Horror
Reżyseria:
Michael CuestaScenariusz: Alan BallProdukcja: USA
Moja ocena: 9/10
________________

Co można napisać o serialu, który przez większość osób określany jest mianem „ekranizacji w styluZmierzchu”? Nie chcę być kolejną osobą, która zaprzeczy tego typu stwierdzeniom. Nie pragnę też wmawiać wam, że seriale z wampirami w roli głównej to arcydzieła, które wprost trzeba obejrzeć, bo lepszych nie znajdziecie. Dlaczego więc piszę tę recenzję?
„Czysta Krew”, to jedna z nielicznych ekranizacji, które oglądam bez przeczytania książki. Seria Charlaine Harris, jak do tej pory nie trafiła w moje ręce, mimo, iż bardzo bym tego chciała. Tymczasem zadowalam się serialem, który posiada nie tylko plusy, ale i minusy.


Najbardziej denerwującą postacią jest Sookie Stackhouse (Anna Paquin). Kojarzycie ten rodzaj dziewczyn, które zawsze pakują się w tarapaty i mimo, iż powinny uczyć się na swych błędach, to wcale tego nie robią i dalej szukają problemów? No cóż, taka właśnie jest Sookie. Choćby nie wiem jak bardzo się starała, to zawsze wplącze się w wampirze sprawy. Fakt, że o ich istnieniu wie cały świat, dość często komplikuje jej życie. Najwięcej kłopotów pojawia się w życiu miłosnym kobiety. Jej uczucia wędrują od porządnego i przystojnego Billa (Stephen Moyer) do seksownego i tajemniczego Erika (Alexander Skarsgård), a perypetie całej trójki możemy oglądać już od sześciu sześć sezonów.
Wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, wróżki, czarownice, mieszańce, duchy, sukuby – czasem zastanawiam się, jakie jeszcze stworzenia pojawią się w serialu. Przyznam szczerze, że jest ich już trochę za dużo. Do kompletu brakuje tylko aniołów i ewentualnie demonów, co mam nadzieję nigdy nie nastąpi. Taki natłok różnych postaci sprawia, że widz ma zwyczajne dość, fabuła staje się zbyt skomplikowana i przyznajmy szczerze, że co za dużo to niezdrowo.
Dlaczego więc nadal oglądam „Czystą Krew”?  Po pierwsze chcę skonfrontować serial z książką i sprawdzić jak bardzo się od siebie różnią. Nie jest to jednak główny powód. Fakt, adaptacja nie jest idealna, ma wiele wad, więcej niż te wyżej wspomniane, ale jednocześnie jest świetnym zabijaczem czasu. Ktoś może stwierdzić, czemu nie obejrzę czegoś innego, bardziej wartościowego, gdy się nudzę? Odpowiem, że nie ma dla mnie lepszego sposobu na odstresowanie się niż obejrzenie mało ambitnej produkcji o fantastycznej tematyce. Czasem oglądanie wyimaginowanych problemów innych pomaga nam zmagać się z tymi prawdziwymi, które kłębią się w naszych głowach. Ponadto zżyłam się z bohaterami i kibicując im w ich starciach, mile spędzam czas na oglądaniu. Czasem nawet dobrze się bawię.
Seans z „Czystą Krwią”, to także spotkanie z interesującymi postaciami, jaką jest np. Lafayette (Nelsan Ellis). Postać zabawnego, stylowego i szczerego homoseksualisty budzi moją ogromną sympatię. Bez niego serial zostałby pozbawiony wszelkiego uroku.

„Czysta Krew” to serial, który nie wnosi nic do naszego życia, jednak, gdy rozpocznie się już seans, to ciężko jest go przerwać. Każdy sezon uzależnia. O tym, czy chcecie się przekonać na własnej skórze zdecydujecie sami. Mnie pozostaje rozpoczęcie zaznajamiania się z książką, zanim w czerwcu przyszłego roku pojawi się siódmy i najprawdopodobniej ostatni sezon serialu. Polecam!

Ten artykuł przeczytasz także tutaj:











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...