Czas trwania: 1 godz. 30 min
Reżyseria: Steven Brill
Scenariusz: Steven Brill
Gatunek: Komedia
Produkcja: USA
Obsada: Elizabeth Banks, James Marsden, Gillian Jacobs, Sarah Wright, Willie Garson
Moja ocena: 7/10
______________________
Wszyscy znamy dowcipy o blondynkach. Jedne z nich śmieszą nas bardziej od innych, jednak zawsze wytykają głupotę kobiet. Steven Brill postanowił wykorzystać ten rodzaj humoru i stworzyć komedię w blondynką w roli głównej.
Dzień z życia blondynki przedstawia historię Meghan Miles (Elizabeth Banks), młodej dziennikarki, której kariera zaczyna rozkwitać. Gdy z przyjaciółkami przeżywa jeden z najbardziej zwariowanych wieczorów w życiu, poznaje Gordona (James Marsden), z którym spędza noc. Rano budzi ją telefon - ma szansę dostać wymarzoną pracę. Niewiele myśląc postanawia szybko opuścić mieszkanie Gordona, pojechać do siebie i przygotować się na spotkanie. Ku jej zaskoczeniu Gordon mieszka na obrzeżach Los Angeles, a Meghan nie ma pojęcia gdzie jest. Wyrusza więc w samotną drogę do centrum i staje się głównym powodem szalonych i niecodziennych sytuacji i nieporozumień.

Może nie jest to wybitna komedia, jednak humor w niej zawarty jest nie tylko trafny, ale i miejscami potrafi rozśmieszyć widza. Część z tych żartów można zbyć zwykłym uśmiechem, jednak zwłaszcza humor sytuacyjny utrzymany jest na dość przyzwoitym poziomie. Bałam się, że będzie to kolejna żałosna komedia o głupiej dziewczynie. Twórcy miło mnie jednak zaskoczyli, gdyż stworzyli film, w którym główną bohaterką, jest odpowiedzialna osoba. Jedynym błędem jaki popełnia, jest samodzielne wałęsanie się po mieście w poszukiwaniu drogi do domu. Jestem jednak w stanie to wybaczyć, bo w końcu trzeba było na czymś oprzeć całą fabułę. Cieszę się, że Meghan została wykreowana na zwyczajną kobietę, która w niczym nie przypomina swojej przyjaciółki Denise (Sarah Write) - pięknej, ale niezbyt trzeźwo myślącej.
